Molestowania nie było, ale radna nie odpuszcza

Andrzej Zdanowicz
Anna Andrzejuk-Sawicka, dyrektor biblioteki w Narwi zdziwiła się oskarżeniom o molestowanie. Jej pracownica wybrała dość dziwną definicję.
Anna Andrzejuk-Sawicka, dyrektor biblioteki w Narwi zdziwiła się oskarżeniom o molestowanie. Jej pracownica wybrała dość dziwną definicję. Archiwum
Zapadł kolejny wyrok sądu w skandalicznej sprawie w Narwi.

Sąd pierwszej instancji stwierdził, że Anna Andrzejuk-Sawicka, dyrektor biblioteki w Narwi, nie molestowała swojej podwładnej, radnej Joanny Szafrańskiej.

Radna jednak prawdopodobnie nie odpuści i dalej będzie oskarżać swoją szefową.

- Czekam jeszcze na uzasadnienie wyroku - mówi Joanna Szafrańska, pracownica biblioteki w Narwi, a jednocześnie gminna radna. - Po nim podejmę decyzję o tym, czy się od niego odwołać.

Co skłoniło ponad 50-letnią kobietę do tego, by oskarżać swoją niewiele młodszą przełożoną o molestowanie? Pisaliśmy o tym w lutym bieżącego roku, gdy o sprawie stało się głośno.

Już wówczas Szafrańska tłumaczyła nam, że niesłusznie wszystkim molestowanie kojarzy się z kontekstem seksualnym. Choć większości osób właśnie tak to się kojarzy.

- Gdy po raz pierwszy usłyszałam, że pani Joanna oskarża mnie o molestowanie aż zdębiałam - mówi Andrzejuk-Sawicka, dyrektorka biblioteki. - Wiedziałam, że wszystkie te zarzuty są bezpodstawne, ale było mi po prostu wstyd. Nie wiedziałam, jak ludziom w oczy spojrzeć. Przecież większość słowo molestowanie kojarzy jednoznacznie.

Szafrańska w pozwie molestowanie definiuje jako „niepożądane zachowanie, którego celem lub skutkiem jest naruszenie godności pracownika i stworzenie wobec niego wrogiej, poniżającej, upokarzającej lub uwłaczającej atmosfery”, czyli de facto chodziło o mobbing.

Pani dyrektor długo szukała w słowniku właśnie takiej definicji molestowania. Zresztą jak już ja zgłębiła, to stwierdziła, że o takie „molestowanie” równie dobrze sama mogłaby oskarżyć Szafrańską. Obie panie mają sobie sporo do zarzucenia.

Szafrańska w pozwie twierdzi, że dyrektor łamała jej prawa pracownicze jako kierowniczki jednego z wiejskich oddziałów. A to, że nie dostała służbowego uniformu, a to, że dyrektor zwróciła jej uwagę, iż za płatne lekcje angielskiego w filii biblioteki należy od organizatora pobierać opłatę.

Dyrektor biblioteki z kolei skarży się, że Szafrańska od dawna sabotowała wszystkie projekty i inicjatywy, jakie pojawiały się w bibliotece. Buntowała mieszkańców przeciw tej instytucji, filię biblioteki w Trześciance, w której pracowała, traktowała jak prywatny folwark. W dodatku, wykorzystując swoją pozycję radnej, przy każdej okazji zgłaszała uwagi do funkcjonowania biblioteki. Domagała się kontroli. Krytykowała nawet to, że siedzibę biblioteki wyremontowano. Oprotestowała też kandydaturę dyrektor do tytułu „Zasłużony dla powiatu hajnowskiego”.

- Jak mówi przysłowie: nie kala się swego gniazda, a ona właśnie to robi - oceniają osoby związane z biblioteką. W końcu dyrektor nie wytrzymała i postanowiła Szafrańską zwolnić. Wymagało to jednak zgody rady. Rada poparła ten wniosek, ale Szafrańska zaskarżyła go do sądu administracyjnego i ten uchwałę radnych unieważnił z powodu zbyt lakonicznego uzasadnienia.

W tej sprawie toczy się jeszcze rozprawa w sądzie pracy. A na razie Szafrańska do pracy nie wróciła.

Całe zamieszanie wobec tej sprawy nie podoba się także wójtowi gminy. - Naszej gminie takie skandale nie są potrzebne - mówi Andrzej Pleskowicz.

Uwaga na chińskie telefony

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie